5/07/2016

PREMIEROWO!! Captain America: Civil War

Bezpieczna strefa wolna od spoilerów. Czytaj śmiało!

Pewnie wiele się spodziewacie po filmie tak naładowanym superbohaterami. Oprócz beznadziejnie przetłumaczonego tytułu i paru drobnych detali, raczej się nie rozczarujecie.


Przyznam, że po ostatnich Avengersach trochę się obawiałam, czy Marvel da radę wrócić do formy i zrobić naprawdę dobry film. Najwyraźniej twórcy wyciągnęli wnioski z reakcji fanów. Tym razem było dużo więcej akcji i całkiem sporo zabawnych tekstów w przerwach między poważnymi scenami. Dziwaczne gadanie Hawkeye'a zostało zastąpione przez próbujących się wzajemnie zmiażdżyć superbohaterów. I dobrze!

Powiem najpierw o tym, co mi się nie podobało, bo mało takich rzeczy. Po pierwsze - za każdym razem gdy akcja przenosiła się do innego miasta, wyświetlała się wielka, zajmująca cały ekran nazwa tego miasta. Widok rodem z telewizyjnych reklam. Po drugie, walki między bohaterami parę (albo i więcej) razy doprowadziły do groteskowych sytuacji, kiedy herosi między ciosami zapewniali się wzajemnie, że przecież nadal są przyjaciółmi. Trzecia rzecz, patrząc na zwiastun, dubbing raczej słaby. Bądźcie mądrzy jak ja i idźcie na napisy! Zakończenie raczej do przewidzenia, ale w niczym to nie przeszkadza, i tak jest sporo napięcia.

Film kompletnie zmienił moje zdanie o dwóch z bohaterów. Po pierwsze, byłam bardzo sceptycznie nastawiona do kolejnego Spider-mana, czy też raczej Spider-Boya, cytując Starka. Niepotrzebnie. Uroczy, troszkę niezdarny i nie całkiem przyzwyczajony do swych mocy, żartujący z Gwiezdnych Wojen Spidey jest absolutnie czarujący.
 Spider-Boy


Niestety, młodszy Peter Parker pociąga za sobą młodszą i znacznie ładniejszą ciotkę May, co oczywiście zauważa Tony Stark. Tak strasznie brakuje mi Pepper!

Do kina wchodziłam będąc bardziej po stronie Iron Mana, ale szybko zmieniłam zdanie. Kapitan Ameryka został pokazany troszkę inaczej niż zwykle, i wyszło mu to na dobre. Koniec ze śnieżnobiałym, wyidealizowanym patriotą. Po prostu wow. Twardy, stanowczy i okładający pięściami Starka. Szkoda, że wcześniej się tak nie buntował. Nawet nic nie mówił na temat "szanowania mowy ojczystej".

Duży plus za Bucky'ego, i jego motocyklowe szaleństwa. Zimowy Żołnierz jak zwykle genialny! Wspaniale wyglądała też jego współpraca z Kapitanem.
Bardzo podobało mi się, że rozwinięto postaci Scarlett Witch i Vision. Wanda stała się naprawdę ciekawą bohaterką. Vision nie należy do moich ulubieńców, ale dobrze, że i on miał parę swoich momentów.
Wanda vs Vision


Powrót Łucznika był raczej nieunikniony. Na szczęście tym razem nie gadał takich głupot jak w Czasie Ultrona. No, może odrobinkę. Jak dla mnie, było trochę za mało scen z Ant-Manem. Za to całkiem ciekawie było patrzeć na Falcona, który miał sporo czasu na ekranie - w końcu to kumpel Kapitana. Pojawia się też nowy heros - Black Panther. Mini spoiler dla wtajemniczonych - równie ciemny na masce jak i pod nią.
Black Panther

Dla mnie wyjątkowo urocza była krótka rola Martina Freemana. Może nie miał okazji się popisać talentem, ale dobrze było go zobaczyć nawet przez chwilę.



Jako czarny charakter dobrze się sprawdził Daniel Brühl, który zawsze dostaje role wymagające znajomości niemieckiego na poziomie wyższym niż samo Heil Hydra.

Oczywiście, genialnie było zobaczyć tylu superbohaterów obok siebie,jednak ich reakcje na te spotkania były troszkę denerwujące. Za bardzo było widać podział na zwykłych superbohaterów i super-superbohaterów. Och, Kapitanie, czy mogę ci uścisnąć prawicę? Czy to naprawdę Tony Stark? To my tak powinniśmy reagować, nie oni!
Starcie bohaterów

Fajnie było popatrzeć na naszych bohaterów w codziennych ubraniach - niektórych aż ciężko poznać.
Natasha w akcji

BTW, Vision wyglądał naprawdę dziwnie w zwyczajnych ciuchach.


Było trochę nawiązań do poprzednich filmów, radzę je sobie odświeżyć przed seansem, szczególnie obie Ameryki i Avengersów. Nie chcecie skończyć z wyrazem twarzy pod tytułem: "Sokowia? Gdzie to jest?"

Większość bohaterów znacznie rozwinęła swoje moce, więc nie możecie już być pewni, że ich znacie. Niektóre rzeczy na pewno Was zaskoczą.



A teraz, cała lawina spoilerów. Jeśli jeszcze nie widziałeś/aś tego filmu, to po pierwsze w trybie natychmiastowym udaj się do najbliższego kina i daj wgnieść się w fotel, a po drugie, zaprzestań czytania tu i teraz. Miłego seansu.
Jeśli nadal tu jesteś, to na własną odpowiedzialność.

A więc, po pierwsze: totalny upgrade Ant-Mana!!! Potrafi się zrobić tak ogromny, że bardziej dinozaur niż mrówka! Dość dziwne, ale wygląda całkiem cool. Bawił się też w zmniejszanie i powiększanie przedmiotów, ale to już widzieliśmy w jego solowym filmie.

Po drugie, Tony Srark (ang. Tony Stank) wygrywa ze wszystkimi żartami w tym filmie. Podobnie jak miny Sama i Bucky'ego, gdy Steve całował się z siostrzenicą niejakiej Peggy Carter (tak, jego miłości z czasów wojny).

Nie możesz się zdecydować, po której stronie jesteś? Nie tylko Ty. Czarna Wdowa przeżyła to samo, Panther do pewnego stopnia też. Paradoksalnie, Iron Man bywał po stronie Kapitana.
Team Cap!


Jak można było się spodziewać, nikt istotny nie ginie. Pokazany w zwiastunie upadek War Machine skutkował "jedynie" kalectwem. Ale nie martwcie się, Tony Stark już się za to zabrał, a Rhodey chyba potrafi się dostosować do nowej sytuacji.

Kolejny przewidywalny element - na dobrą sprawę NIKT nie wygrywa. Na szczęście oszczędzono nam morałów w stylu "Divided we fall" czy (wybaczcie proszę cytat z DC) "Stronger together". Oczywiście są to logiczne konkluzje, ale przynajmniej żaden łucznik nie wygłasza ich z nawiedzoną miną. Mimo że w ostatniej walce Cap pokonuje Iron Mana, chyba wszyscy bohaterowie źle wyszli na wojnie.

Chociaż Robert uważa, że robi się za stary na granie Iron Mana, naprawdę dobrze mu szło. Na początku był dość cichy i podłamany, ale potem - piękny rozbłysk jego arogancji i sarkazmu. Później musiał się kajać przed Kapitanem, co było mniej fajne, ale wynagrodziła to scena, gdzie Tony spławił sekretarza od tego całego protokołu, o który się kłócili.
Po czyjej stronie jesteś?

Na wypadek gdybym jeszcze o tym nie wspominała, Spidey był super. Naprawdę dobrze to rokuje dla jego solowych filmów, obyśmy nie musieli po raz kolejny oglądać sceny ugryzienia przez radioaktywnego pająka.

Odrobinkę stęskniłam się za Hulkiem i za duetem Thor-Loki, ale pewnie to już byłoby za dużo dla tego filmu. Zresztą ostatnią dwójkę zobaczymy już wkrótce w nowym Thorze. Proszę, niech będzie lepszy niż Mroczny Świat.

Okazało się, że nie tylko Tony Stark lubi się popisywać. Kapitan miał okazję zaprezentować swoją siłę, przytrzymując helikopter, którym uciekał Bucky. Przy tej okazji popisał się bicepsami. Najpierw po prostu trzymał śmigłowiec, ale potem obrócił ramię specjalnie tak, żebyśmy mieli lepszy widok. Ach , Kapitanie...
Popisowy numer Kapitana


Naprawdę interesująca była przemiana Kapitana Ameryki. Zawsze po stronie "tych dobrych",  tym razem uciekał przed sprawiedliwością. Pozdrawiam wszystkich fanów Volkswagena Beatle, bo właśnie takim samochodem to robił. Urocze. Dopiero potem wszyscy "przesiedli się" w powietrze i gonili się wzajemnie małymi, nowoczesnymi samolotami.
Niektórzy nie potrzebują samolotów ;)

Miłe było to, że w scenie po napisach Black Panther pomógł Bucky'emu. Ten sam Black Panther, który wcześniej był tak zdeterminowany, by go zabić.
Wrogowie?

Twórcy chyba uznali, że Czarna Wdowa słabo wypada na tle swoich kolegów, więc dodali jej elektryczne nadgarstki. Wiele osób oberwało od niej błyskawicą.

Falcon coraz więcej rzeczy załatwia za pomocą drona, sam popisuje się znajomością karate - kopaniny było naprawdę dużo.


Wanda naprawdę dobrze panuje nad mocami, bez wysiłku rozrzuca rzeczy i ludzi na wszystkie strony. Vision, jak się okazuje, zna parę sztuczek oprócz podpalania rzeczy kamieniem na czole. Którym to przypadkowo spalił silnik War Machine. Vision i Wanda zdają się być bardzo zaprzyjaźnieni, najwyraźniej ten pierwszy już dawno przestał być zwykłym programem komputerowym.

Prawie trzy godziny napakowane akcją i bohaterami, naprawdę nie da się nudzić na tym filmie. A jeśli Wam się poszczęści, to przed filmem zobaczycie zwiastun innego filmu Marvela. Występuje tam Benedict Cumberbatch (znany z Sherlocka). Premiera jesienią.
Doctor Strange

A dla tych, którzy dotarli aż tutaj, ciekawostka: Czy wiecie, że Guns N' Roses w jednej ze swoich piosenek (Paradise City) śpiewali o Kapitanie Ameryce, a inny kawałek ma tytuł Civil War? Czyżby Axl i Slash przewidywali powstanie takiego filmu? :P

-potato

5 komentarzy:

  1. Steve naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył! #teamcap
    Obejrzcie sceny po napisach (OBIE)!
    ~klepTOManka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Steve był super. Zupełnie inny Cap niż dawniej :)
      #TeamSrark vs #TeamSreve
      -potato

      Usuń
  2. "Rezerwacja na nazwisko Tony Srark. Stolik przy ubikacji." <-- ten tekst przebija wszystko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe epicki tekst ;) nie da się zapomnieć
      -potato

      Usuń
  3. 31 yr old Accountant I Taddeusz Wyre, hailing from Keswick enjoys watching movies like "Rise & Fall of ECW, The" and Pottery. Took a trip to Belovezhskaya Pushcha / Bialowieza Forest and drives a Oldsmobile F-88. blog tutaj

    OdpowiedzUsuń

(._.) (|: ) (.-.) ( :|) (._.)